Erotic Drama...

Świat jest tak szeroki, że na pewno jest w nim miejsce dla ciebie.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

'ciemna strona' cz1.
postacie pierwszoplanowe: Mana, Aoi
postaci drugoplanowe: Hyde
epizod: Toshinya
- gdzie On jest? – zapytał Mana ale odpowiedziała mu jedynie cisza. – gdzie jest Aoi?
- oni… go… oni go mają. – wyjąknął Uruha unikając wzroku przywódcy.
- czy wy nie umiecie sobie sami z niczym poradzić? Mam was prowadzić za rękę? – Mana, pomimo iż tego nie okazywał był zdenerwowany do granic możliwości, wręcz wściekły. – co jeszcze… kogo jeszcze chcecie stracić? Zdajecie sobie sprawę co się stanie jeżeli stracimy Aoiego?
- yyy… - wszyscy patrzeli gdzieś w nieokreślone punkty na ścianach, byle nie napotkać wzroku czarnowłosego.
- wszystkie stworzenia jakie mamy pod swoją kontrolą się zbuntują, a jeżeli tak się stanie, możemy już czuć się martwi. – kontynuował tamten.
Aby zrozumieć co się właśnie dzieje, należy przede wszystkim wiedzieć że sławni muzycy to nie tylko sławni muzycy. Wielu z nich może tak, w Europie, w Ameryce, ale nie w Japonii, tam Ci wszyscy toczą nieustanną walkę o swój kraj i swój klan, stowarzyszenie… wieloma słowami można nazwać to, czym są te niezwykłe grupy. Warto też wiedzieć że to czego uczą w szkołach to tylko niepotrzebne brednie, bo świat jest inny. W prawdziwym świecie istnieją wampiry, demony, smoki, wiedźmy, wilkołaki, czary i wszystkie rzeczy których według wielce uczonych nauczycieli nie ma.
Klan z którym przed chwilą się spotkaliśmy to klan Many. W jego skład wchodzi wielu najsławniejszych japońskich gwiazdorów, których na pewno większość z was zna. Jest tam właśnie sam Mana, przywódca, jego prawa ręka i miłość jego życia czyli Aoi, są też przyjaciele z Malice Mizer, Klaha, Kozi, Yu~ki oraz Gackt, przyjaciele z the GazettE, Ruki, Kai, Uruha i Reita, panowie z Moi dix Mois, Shadow, K, Sugiya, Hayato i Seth, a także Hyde, chłopaki z Dir En Grey’a oraz D’espairsRay. Zajmują się oni, no cóż, walką. Walczą z wieloma stworzeniami które chcą ujawnić światu tajemnice chowane głęboko w czeluściach lasów.
Wracając do obecnej sytuacji Aoi został porwany przez wampiry, które dowiedziały się iż to on panuje nad wszystkimi stworzeniami jakimi dysponuje klan Many. Mana, mimo iż nie powiedział tego głośno, nie chciał by przemienili Aoiego w wampira, owszem, sam chciał go do tego zmusić, ale nie teraz, tamten nie był na to jeszcze gotowy.
- Mana… ee… tego… wilki nie chcą słuchać… a smoki zioną ogniem jak głupie… - powiedział niepewnie Toshinya zaglądając ostrożnie do Sali w której lider obmyślał plan działania odbicia Yuu.
- mówiłem, One słuchają tylko jego. – odpowiedział zimno.
- to co? Idziemy na nich z… z nożami kuchennymi na wampiry?!
- to nie ja dałem go sobie zabrać z przed nosa. Idź do Hyde’a, on najlepiej zna Aoiego, może będzie wiedział co On właściwie robi tym potworą.
- Hyde zniknął gdzieś z samego rana.
- to kagańce im załóż. Radź sobie sam. – warknął jeszcze zimniej niż poprzednio.
Nie udało im się niestety oswoić zwierząt, więc poszli uzbrojeni w miecze, i inne ciekawe rzeczy. Wiedzieli gdzie powinni iść, on dawna wiedzieli, był to wielki stary gmach zbudowany w gotyckim budownictwie, ale dawno nie restaurowany, co było widać powybijane szyby, walące się mury i dziurawy dach. Weszli cicho, jak najciszej się dało. Było tam ciemno i czuć było zapach krwi w powietrzu. Niestety, nie byli na tyle cicho by nie usłyszały ich wampiry.
- Mana, mój drogi, twój chłopak właśnie jest podawany na obiad. – słyszeli melancholijny głos za sobą.
- a chcesz w mordę? – zapytał zimno lider.
- hehe… - wampir przemknął obok nich błyskawicznie a zaraz potem po całym gmachu poniósł się przeraźliwy krzyk, wszyscy doskonale rozpoznali głos Shiroyamy.
Nikt dokładnie nie wiedział kiedy zaczęła się walka.
Hyde właśnie dostrzegł Aoiego, w objęciach potwora, który z obleśnym zachwytem spijał z niego krew.
- zostaw go ty kurwo! – Hyde kopną z całej siły wampira w głowę, a zaraz potem, widząc jak potwór rozrywa Aoiemu szyję kłami, uświadomił sobie jakie to było głupie.
Aoi zaczął się trząść, przemieniał się, chwilę później jego szyja zaczęła się zrastać a po niecałej minucie już nie było śladu po śmiertelnej ranie, chłopak leżał nieprzytomny na posadzce, wszystko się w nim teraz zmieniało, z ludzkiego na wampirze. Hyde tuląc go do siebie błagał by to był tylko sen, nie umiał uwierzyć że z swojego najlepszego przyjaciela zrobił potwora, on mu tego nie wybaczy. Blondyn podniósł głowę i ujrzał stojącego kilka metrów dalej Manę. Trzymał w ręku zakrwawiony nóż, stał w lekkim rozkroku i patrzył na nich dwóch, twarz miał spiętą, bez wyrazu, było w niej coś co napawało przerażeniem już przerażonego Hyde’a.
- On Ci tego nie wybaczy. – powiedział w końcu lider a Hyde miał wrażenie że nigdy nie zapomni tych słów ani tego wyrazu twarzy.
- nie musi wiedzieć że to przeze mnie… - wyjąknął cicho.
- sam mu w końcu powiesz. Nie dasz rady oprzeć się TYM oczą. – odrzekł zimno Mana i odszedł…
Tagi: aoi mana
30.06.2010 o godz. 20:19

'niepoczytalny z miłości' cz1.
postacie pierwszoplanowe: Aoi, Ruki
postacie drugoplanowe: the GazettE
epizod: Shu.
Ruki siedział na parapecie w toalecie na 3 piętrze szkoły i palił papierosa, wychylał się mocno by dym nie leciał do środka.
- cześć, młody! – Kai, Uruha i Reita wpadli do łazienki już z papierosami w dłoniach gotowymi do zapalenia.
- cześć. – Ruki machnął im ręką i zaciągnął się.
- matko ale mi się dłuży ten rok szkolny… - westchnął Reita.
- ehe… Uruha, miałeś nam przedstawić swojego kolegę z liceum. – przypomniał sobie nagle Kai.
- aha, fakt, zaraz do niego napisze to tu przyjdzie. – szatyn wyjął telefon a chwilę później do łazienki wszedł szczupły czarnowłosy chłopak którego znali z widzenia.
- to są moi kumple, Retia, Kai i Ruki, a to jest Aoi. – powiedział Uruha.
- miło was poznać… – powiedział uśmiechając sie, a wręcz lekko się rumieniąc, wyglądał na zawstydzonego.
- ciebie też. – odpowiedział Reita zaciągając się – chcesz fajkę?
- um… nie, dzięki… - Aoi odgarnął włosy z twarzy zakładając je za ucho, patrząc w podłogę.
- co sądzicie o tej nowej płycie X-Japan? – zapytał Ruki beztrosko.
- jest dobra jak wszystkie, mi się podoba, chociaż są może dwa nużące kawałki. – odpowiedział Kai.
- uhum, też tak sądzę, na całe szczęście nie jest kopią poprzedniej. – dodał Uruha.
- no, to w nich jest dobre, nigdy się nie powtarzają. – zgodził się Kai.
- taak, i mają swój styl, to też jest super. – powiedział Reita kiwając głową.
- a ty co myślisz Aoi? – zapytał nagle Ruki.
- mam nadzieję że się nie skomercjalizują bo są naprawdę dobrzy… - powiedział patrząc w podłogę.
- no właśnie, komercja, to każdemu dobremu zespołowi grozi. – zgodził się Kai.
* * *
- Uruha, ten Aoi jest spoko, ale mam wrażenie że on się nas boi. – powiedział Kai gdy wracali ze szkoły.
- wieem, on już taki jest, nieśmiały jak cholera, nic na to nie poradzę. – wzruszył ramionami szatyn.
- ja uważam że jest uroczy. – wyszczerzył się Ruki.
- co? Czemu akurat uroczy? – zdziwił się Reita.
- jak tak stał ze spuszczoną głową i poprawiał włosy a do tego się rumienił wyglądał super ślicznie, nie zauważyliście?
- no, może masz racje… - zgodził się blondyn patrząc w niebo.
- i jeszcze jedno zapomniałem że on uczy się grać na gitarze.
- ooo, to dobrze, będzie z nami grał, jak sami się nauczymy. – zaśmiał się Kai.
- tak, właśnie. Ale mi starzy nie kupią gitary dopóki nie będę miał dobrych ocen. – oświadczył Ruki.
- tak samo jak u mnie. – dodał Uruha.
- ja nie mam co liczyć na perkusje jak na razie, ehe. – przytaknął Kai.
- a ja basu nie dostanę bo tak i tyle. – wywrócił oczami Reita.
- no to mamy naprawdę wspaniały zespół nie ma co. – westchnął Kai – jak Aoi to zrobił że mu kupili gitarę?
- miał w zeszłym roku średnią 5.9…
- co?! 5.9? czyli miał same szóstki i jedną piątkę…? Nie wierze. – Reita wytrzeszczył oczy.
- ta… jakbym nigdzie nie wychodził to też bym miał takie oceny. – odpowiedział Uruha.
- jak to nigdzie?
- jego za bardzo nie lubią… bo jest taki nieśmiały… więc wiesz, ciężko zawrzeć znajomość i w ogóle… więc jest raczej samotnikiem, i z nudów nie robi nic tylko się uczy. – westchnął szatyn.
- Jezu, trzeba go ratować z tej błędnej drogi! – oświadczy Kai.
- no, masz absolutnie całkowitą rację. – zgodził się Reita – co nie, Ruki?
- um… co?
- słuchasz ty mnie w ogóle?
- ee... – Ruki podrapał się po głowie.
- on się zaaaabuujał… - zaśmiewał Uruha. – w Aoiiiiim…
- nie prawda! – żachnął się tamten – no, może trochę…
- no, wiesz, tyłek ma niezły… - zaczął mówić Kai patrząc w niebo.
- zamknij się zboczeńcu, w ogóle gdzie ty się gapisz, hm? – żachnął się Ruki. – Uru… tego…
- tak tak, dam Ci jego numer.
- dzięki, jesteś wielki. – uwiesił się przyjacielowi na szyi.
Wieczorem Ruki leżał na łóżku i gapił się na swój telefon, na którym wyświetlał się numer Aoiego i myślał czy do niego napisać. Może to było głupie, ale ten chłopak naprawdę do urzekł. Był jakiś inny od jego paczki, taki delikatny i po prostu Świerzy, naturalny, wspaniały. Napisał do Uruhy SMSa w którym zapytał jak Aoi ma naprawdę na imię.
Yuu.
Uzyskał odpowiedź, Ruki uśmiechnął się, o ironio, pomyślał. Yuu oznacza delikatny, jakie śmieszne zrządzenie losu. W końcu zdobył się na odwagę i napisał SMSa do nowego czarnowłosego kolegi. I podskoczył wystraszony gdy usłyszał sygnał przychodzącej wiadomości przez otwarte okno, wyjrzał przez nie na zewnątrz, w domu naprzeciwko w oknie na piętrze, dokładnie naprzeciwko jego okna zobaczył Aoiego, sięgał po telefon odgarniając włosy za ucho.
Ruki rzucił się na łóżko, modląc by tamten go nie zauważył. Napisał jeszcze jednego SMSa do Uruhy.
Czy ty sobie zdajesz sprawę gdzie mieszka Aoi?
Oj, zapomniałem Ci powiedzieć. 
Zabije Cie Uruha, prawie mnie widział.
Teraz możesz do podglądać. :-P
Wal się.
Ruki mimo treści ostatniej wysłanej przez siebie wiadomości kryjąc się za gazetą zaczął obserwować dom naprzeciw. Aoi patrzał na ekran swojej Nokii co przytrzymując włosy za uchem ręką. Ruki czekał w napięciu co odpisze na jego pytanie czy gdzieś razem wypadną. W końcu Aoi ppo długim zastanowieniu odpisał. Ruki widział jak wciska klawisz ‘Wyślij’ i rzucił się po swój telefon by wyciszyć sygnał. Zdążył w ostatniej chwili.
Nie uważasz że za krótko się znamy?
No, to się poznamy. 
Aoi już nie odpisał, odłożył telefon na parapet i włączył muzykę. Ruki od razu rozpoznał X-Japan. Romantyk, pomyślał. Siedział do wieczora ukryty za gazetą i obserwował Yuu, mógłby to robić cały dzień albo i dłużej. Skończył dopiero wtedy gdy Aoi o 22 położył się spać i zgasił światło. Ruki więc też się położył i rozmyślał. Nagle przypomniało mu się jak krzyczeli z chłopakami przekleństwa przez okno, jak głośno zawsze słucham muzyki, jakie robi awantury rodzicom i jakie huczne imprezy urządza. Aż zadrżał z przerażenia, jeżeli Aoi dowie się że to On, Ruki, tam mieszka w ogóle nie będzie chciał się z min zadawać.
Rano obudził się za piętnaście ósma, miał być w szkole za piętnaście minut. Zerwał się jak głupi i rzucił do łazienki, musiał wziąć prysznic, uczesać się, ubrać, na pewno nie zdąży. To nie było możliwe. Wypadł z domu o 8.30 a gdy tylko rozejrzał się po ulicy miał ochotę skoczyć pod samochód, Aoi akurat szedł do szkoły, widział jak Ruki wypada z domu, wszystko się wydało.
- cz-cześć Aoi… - mruknął Ruki czując jak spala buraka.
- cześć Ruki… - Ruki przestał się przejmować swoimi rumieńcami gdy zobaczył jak rumieni się Aoi, to tylko dodaje mu urody, pomyślał.
- mieszkasz tu…? – zapytał cicho Yuu.
- tak. – Ruki miał ochotę zapaść się pod ziemię. – nigdy Cię tu nie widziałem.
- zazwyczaj wcześnie wychodzę do szkoły, ale dzisiaj mam na dziewiątą… - Yuu sprawiaj wrażenie jakby wypowiedzenie tylu słów naraz było dla niego niezwykle trudne.
- ja mam na ósmą ale zaspałem.
- nie spieszysz się…?
- nie, i tak nie zdążę na pierwszą lekcje więc po co mam się spieszyć.
- aha… - Aoi szedł gapiąc się w chodnik co chwila odgarniając włosy z twarzy.
KILKA DNI PÓŹNIEJ.
Cała piątka szła korytarzem szkoły i rozmawiali o czymś zupełnie nie ważnym, po prostu sobie rozmawiali, gdy jeden z przechodzących chłopaków popchnął Rukiego, to był Shu z równoległej klasy.
- szukasz zaczepki, hm? – zapytał Ruki – jesteś wkurwiający, śmieszy Cie zaczepianie mnie za każdym razem gdy się spotykamy? Zaraz ja Ci pokaże co mnie śmieszy… - Ruki przycisnął Shu do ściany.
- zostaw go, to nic nie da… - powiedział Aoi.
- nie wtrącaj się.
- zostaw go, Ruki.
- zamknij się, mówię! – Ruki odepchnął mocno Yuu do tyłu. Czarnowłosy już się nie odezwał a Ruki przyłożył Shu pięścią w twarz.
* * *
- Ruki zachowałeś się dziś jak bałwan. – powiedział Uruha gdy szli przez park wracając ze szkoły.
- wobec Shu?
- nie, wobec Aoiego.
- hm…? – zdziwił się Ruki.
- nieźle go zbeształeś, ja osobiście będąc na jego miejscu dał bym Ci w mordę.
- naprawdę aż taki byłem okropny…?
- ehe, obawiam się że tak. – pokiwał głową Uru.
- o matko, ja lecę. – Ruki puścił się biegiem do domu.
Miał szczęście, Aoi akurat wszedł na ulicę na której mieszkał. Ruki zatarasował ma drogę.
- Aoi, przepraszam… poniosło mnie, byłem wkurzony na Shu…
- um… okej… - Aoi próbował go ominąć ale Ruki nie dał za wygraną.
- Aoi, nie uciekaj. Zrozum…
- rozumiem. Po prostu nie widzę sensu w utrzymywaniu znajomości z kimś kto najlepsze rozwiązanie na wszystko widzi w przemocy. – oświadczył Aoi, a jego głos po raz pierwszy od kiedy Ruki słyszał zabrzmiał niezwykle stanowczo, na tyle stanowczo że w pierwszej chwili wydał mu się straszny.
- ale… ale ja… - Ruki w panice nie widząc innego rozwiązania przyparł Aoiego do furtki najbliższego domu i pocałował namiętnie.
- co ty robisz…! – Aoi wyrwał się Rukiemu. A tamten chwycił go za rękę lecz chłopak ponownie się wyrwał, tym razem naprawdę mocno się szarpiąc. Ruki zdziwił się że w nim w ogóle jest tyle energii, chciał jeszcze za nim pobiec ale chłopak zniknął w domu i trzasnął drzwiami.
Ruki zrezygnowany wrócił do siebie. Usiadł przy komputerze i zaczął przeglądać jakieś strony internetowe, dostrzegł ruch w oknie naprzeciw.
- Aoi… - zaczął cicho.
Czarnooki zamarł, spojrzał na niego, a jego spojrzenie było puste, tak puste że Rukiego aż zabolało serce. A potem nagle dostrzegł coś w jego oczach, smutek, a chwilę później oczy Yuu wypełniły się łzami, które w końcu zaczęły ściekać po bladych policzkach. Ruki nie umiał z siebie wykrzesać ani słowa, nie rozumiał co się dzieje. Aoi schylił głowę, tak że włosy zakryły zapłakaną twarz.
- Yuu… - Ruki nie był peny czy to słowo wydobyło się z jego ust, ale na pewno bardzo chciał je powiedzieć. Gdy jednak był w stanie sklecić jakiekolwiek zdanie Aoiego nie było już widać w oknie.
Wyglądał dalej przez okno i wpadł na pewną myśl, by wspiąć się do Yuu po rynnie gdy zrobi się ciemno, zdążył bowiem zauważyć że chłopak nie zamyka na noc okna.
Gdy zrobiło się ciemno i Yuu zgasił światło Ruki wymknął się z domy i przelazł przez płot do sąsiedniego ogrodu. Chwycił rękami rynnę i zaczął się wspinać gdy chwycił rękami parapet odetchnął z ulgą. Wszedł cicho do pokoju, na szczęście był tam wzorowy porządek więc o nic się nie potknął. Dotknął delikatnie ramienia Yuu. Chłopak zerwał się.
- co ty tu robisz…?! – wyskoczył z łóżka i dopadł do drzwi, Ruki jednak przypierając go całym ciałem do nich zamknął drzwi na klucz i zacisnął go w dłoni.
- Yuu… posłuchaj mnie… musisz zrozumieć że ja wcale taki nie jestem… a poza tym wiem że też Ci zależy, widziałem twoje łzy… Aoi… naprawdę mi na tobie zależy, chciałbym żeby było z tego coś więcej… - położył rękę na jego policzku a drugą delikatnie dotknął szczupłego brzucha. Aoi drgnął. – cii… spokojnie… rozluźnij się… - powoli położył usta na zimnych, z przerażenia, zmysłowych wargach, Yuu odwrócił głowę. – nie uciekaj… to nic nie da… - odwrócił dłonią jego głowę znowu w swoją stronę i znowu spróbował pocałować.
- nie chce… zostaw mnie…
- Cii… - włożył mu rękę pod koszulkę i zaczął powoli jeździć nią po szczupłym brzuchu a potem z drugą stronę, zaczął bawić się gumką od bokserek. Yuu próbował się wyrwać, ale nie miał w sobie już tej siły co kilka godzin temu.
- daj się poznać… daj się poznać, Aoi… - włożył rękę do majtek chłopaka i delikatnie ostrożnie dotknął jego członka. Aoi chwycił szczupłą lodowatą dłonią jego rękę, wyciągnął ją ze swojej bielizny.
- zostaw mnie, Takanori…
Ruki zamarł na chwilę, po raz pierwszy nazwał go po imieniu, mimo to blondyn zaczął powoli całować i podgryzać jego szyję. Aoi próbował uciec, ale był unieruchomiony. Ruki był ta napalony że nie zwracał uwagi na to, iż sprawia Yuu zarówno psychiczny jak i fizyczny ból swoimi czynami. W końcu Aoi zebrał w sobie siły by odepchnąć od ciebie napastnika.
- Wyjdź stąd. – zażądał a Ruki ponownie tego dnia usłyszał ten przerażająco stanowczy ton.
Wyszedł posłusznie spuszczając się po rynnie, usłyszał jak Aoi kładzie się do łóżka. A potem gdy usiadł na parapecie własnego okna usłyszał w nocnej ciemności cichy płacz. Dopiero wtedy zaczęło do niego powoli docierać co zrobił…
Następnego dnia w szkole Aoi unikał swojej paczki. Ilekroć widział ich na korytarzu skręcał w inną stronę.
- o co chodzi Aoiemu..? – zapytał w końcu Kai.
- ja… ja wczoraj… przesadziłem…
- co? Z czym?
- próbowałem go przeprosić za to w szkole ale powiedział że nie lubi ludzi którzy za najlepsze rozwiązanie uważają przemoc, i uciekł do domu. Wieczorem widziałem go w oknie, i… on płakał, prawdziwie płakał. Więc w nocy przelazłem przez płot i wlazłem do niego po rynnie, po niosło mnie i zacząłem się do niego dość brutalnie dobierać, protestował i stawiał opór, ale nie dałem za wygraną, prawie go zgwałciłem… a potem słyszałem przez okno jak płakał…
- Ruki, jesteś nie poważny. – oświadczył Reita.
- jak mogłeś go tak potraktować. Wiesz jaki on jest wrażliwy? Chyba Cie pokręciło! – żachnął się Uru.
- wiem… ale… co ja mam teraz zrobić…
- nic, na razie nic. Zadzwonię do Hyde’a, opowiem mu wszystko, on pogada z Aoim, a potem się zobaczy.
- kto to ten Hyde..?
- to przyjaciel Aoiego, jest dużo starszy, ale zna go od urodzenia, wie o nim wszystko, tylko on może pomóc, mówię Ci.
Tagi: aoi ruki
30.06.2010 o godz. 20:15

matko będę w tym roku na Japan Expo w Paryżu. <333
Tagi: Japan Expo
23.06.2010 o godz. 19:04

Ruki chyba ma mnie dość... dopiero teraz... dopiero po tym wszystkim... jak ona to wytrzymuje? nie no, nie wiem. po prostu... eh, noo.
mam znowu faze a Nruto, tylko że nie moge go oglądać bo mnie oczy pieką od kompa po dziesięciu minutach.
ogólnie co się teraz dzieje w Shippuunenie.??
Tagi: naruto
08.06.2010 o godz. 13:52

kurwa kurwa kurwa kurwa. dlaczego ten koncert musi być we wrześniu?!!!!! i nie pojadę... chyba sie trachne normalnie bo nie wytrzymam!
Tagi: d'espairsray
01.06.2010 o godz. 15:05

usłyszałam dziś w klasie rozmowę która miała w sobie takie zdanie: ' boże! widziałam te jego buty z różowym znaczkiem Nike! o gasz, ale siara!' ee... no właśnie, tak troche... zjechałam? wogóle wtf?! nie no, te laski to po prostu... wymiatają.
i jescze ta głupia * * * * zaczęła się nalewać z J-rockersów, że latają w tych sukienkach, a tymi makijażami i ble ble... na co Alis się jej pyta ' przecież ich lubiłaś' a ona na to że już jej się znudziło, bo teraz jest PUNKIEM<--- ehe. chyba kinder. a potem ktoś zapytał czy ma ktoś zdjęcia gitary na fonie i nasza gwiazda wyciąga swój aparat telefoniczny i przegląda galerię a w niej pełno zdjęć Miyaviego z jego gitarą. NO NIE MOGe!
Tagi: Miyavi
25.05.2010 o godz. 19:33

"jedziesz za szybko"
postaci pierwszoplanowe: Aoi, Gackt
postaci drugoplanowe: Hideki
- jedziesz za szybko... – zaczął ostrożnie Yuu.
- Cicho, wiem co robię. – odrzekł zimno Okabe.
Yuu położył się na tylnim siedzeniu czerwonego suzuki bez dachu i zaczął ładować broń. Nie zbyt lubił te napady, ale nie miał innego wyjścia, Satoru go przygarnął pod swój dach, zaopiekował się nim, próba odmowy udziału w akcji była by nie w porządku.
Zajechali pod biały dom w ciemnej ulicy, ze środka wyszedł mężczyzna i sprężystym krokiem podszedł do niech, wskoczył do auta nie otwierając drzwi.
- hej, stary. – kiwnął głową w stronę Gackta.
- Piękna noc. Idealna. – odpowiedział tamten.
- A ty młody, jak coś zepsujesz, to nie wiem co Ci zrobie... – warknął Hideki w stronę Yuu.
- Daj mu spokój. – mruknął kierowca.
- Dobra, dobra... wiesz że lubię jak wszystko jest ułożone idealnie.
- Wiem, ja też.
Zatrzymali się przed wejściem do salonu gier. Yuu podał starszym pistolety, sam wziął swoje oraz torbę z nabojami do której zawsze wkładał zrabowane pieniądze i weszli do środka. Chłopak starał się nie patrzeć na boki, skupiając wzrok na plecach Gackta. Weszli na zaplecze, zobaczył kontem oka ochroniarzy pod ścianą, wycelował w jednego z nich, Hideki w drugiego a Gackt powoli zbliżył się do bossa.
- ty sukin... – strzał.
Yuu zacisnął zęby i zastrzelił dwóch ochroniarzy, rzucił się do sejfu i zaczął wybierać pieniądze osłaniany przez Hidekiego.
- dużo jeszcze?
- Jeszcze chwilka... – wrzucał pliki banknotów do torby drżącymi ze zdenerwowania dłońmi.
Wracali do domu, wiatr rozwiewał mu włosy.
- dobrze się spisałeś. – usłyszał słowa Gackta gdy zostali sami.
- Ty jak zawsze byłeś najlepszy... – przechylił się do przodu by włączyć radio. – Satoru-san... jesteś ranny...
- Nic mi nie jest. Zostaw, powiedziałem, nic mi nie jest! Wsadź mi szluga. – zażądał.
Yuu posłusznie wyjął paczkę Malrboro Red, odpalił i włożył w wargi kierowcy.
W domu znowu zaczął temat.
- pokaż mi tą ranę... – podszedł do przyjaciela i podwinął delikatnie jego koszulkę, Satoru odwrócił głowę, nie stawiał się. – ou... – pchnął go delikatnie by się położył. Zaczął oczyszczać ranę w boku była opuchnięta i mocno krwawiła. – teraz będzie bolało... – ostrzegł i włożył do rany pensetę by wyjąć kulę. Satoru zacisnął pięść na pościeli, bolało go. – już kończę, już... – wyjął kulę i szybko opatrzył.
Podszedł do okna i odetchnął głęboko, trochę go mdliło od widoku i zapachu krwi.
- dziękuję, Yuu. Jak zawsze się spisałeś. – powiedział Gackt wstając z łóżka.
- Nie wstawaj...
- Nic mi nie jest.
- Dlaczego ja się o ciebie martwię bardziej niż sam się o siebie martwisz...?
- Ja się o siebie nie martwię. Martwię się o Ciebie. – poczuł że starszy obejmuje go od tyłu.
- Czemu musimy to robić...?
- Nie zaczynaj znowu.
- To jest takie ryzykowne... a poza tym...
- Hm..?
- Zabijamy ludzi...
- Masz wyrzuty sumienia?
- Czasem mam...
- Oni też chcą nas powystrzelać, tyle że jesteśmy lepsi.
- Jak dorosnę to znajdę legalną pracę...
- Nie znajdziesz. Kochasz to tak jak Hideki albo ja...
- Kocham Ciebie, a nie to co robisz... – odwrócił się do niego przodem i wtulił uważając na ranę.
- Pamiętam jak Cię poznałem...
- Tak...?
- Jak zawsze wracałem z jakiegoś skoku... i zobaczyłem jak podbierałeś pomarańcze z warzywniaka na rogu. Zapytałem Cię, czy to tak ładnie kraść, a ty odpowiedziałeś że jesteś głodny. Byłeś taki niewinny. Nie potrafiłem Cię zostawić na pastwę ulicy, więc zabrałem Cię do siebie, wmawiałem sobie, że to tylko na trochę... ale potem nie umiałem Cię po prostu odstawić do miasta, więc zostałeś.
- Miałem wtedy jedenaście lat...
- Taak... całe sześć lat temu.
- Byłeś dla mnie jak ojciec...
- A teraz nie jestem...?
- Jesteś kimś więcej.

- skąd ty się właściwie wziąłeś na Okinawie...? nie pochodzisz stąd... - zapytał Gackt.
- nie pamiętam...
- jak to? - zdziwił się.
- wolałbym o tym nie mówić...
- och, jasne, przepraszam.
siedzieli w salonie swojego mieszkania i oglądali telewizję, udając że są świetną przeciętną japońską rodziną. Aoi przysypiał w ramionach starszego.
- jesteś zmęczony...? może pójdziesz już spać? - zapytał.
- za chwilę...
- dobra... jadę jutro po nową broń... jedziesz ze mną?
- um... nie... jedź z Hidekim.
- jak chcesz. - pocałował go w czoło.
następnego dnia Yuu włóczył się po mieście, nie miał się z kim iść do parku, z kim pogadać, był tylko Satoru, i wcale nie chciał by był ktoś jeszcze, to mu wystarczało, był z nim szczęśliwy.
pomyślał że hurtownia jest daleko, więc Gackt i Hideki będą zmęczeni po podróży, Hideki zwali im się do domu... poszedł zrobić zakupy, zrobi im dobry obiad, czy tam kolację.
nie bardzo lubił gotować, ale dla Satoru... ryba, ryż, warzywa, idealnie jak w japońskim tradycyjnym domostwie. ugotował rybę, postanowił posprzątać w domu a potem skończyć przyrządzać posiłek, by był świeży. szybko uporał się z wiecznie nieposkromioną stajnią Augiasza, sprzątanie szło mu o wiele lepiej niż gotowanie czy napady na bank.
w chwili gdy przełożył gorącą potrawę na zastawę stołową w drzwiach strzyknął zamek i usłyszał kroki w przedpokoju.
- to my! - krzyknął - jaki tu porządek... i co tu tak pachnie? - zadziwił się Satoru.
- obiad. - odpowiedział.
- jesteś niepojęty. - uśmiechnął się i obdarzył chłopaka delikatnym pocałunkiem.
- umm... dobrze gotujesz, młody. - przyznał Hideki gdy siedzieli przy stole.
- dziękuję.
wieczorem jak zawsze siedzieli w dwójkę w salonie przed telewizorem.
- i jak tam w hurtowni...?
- naprawdę Cię to obchodzi?
- ani trochę... ale lubię słuchać twojego głosu.
- co? naprawdę? eh, Yuu... codziennie mnie zadziwiasz.
- staram się. Satoru...
-hm..?
-kocham Cie.
-znowu...? - zaśmiał się - ja Ciebie też kocham, tak, kocham Cię.
-to wspaniale...
w nocy Yuu tulił się do Satoru, ale to jakoś mu nie pomagało, czół się jakby miał go zaraz stracić, nie wiedział czemu. pragnął by ta noc już się skończyła, by zaświeciło słońce...
następny skok był zaplanowany na za trzy tygodnie, jakaś grubsza sprawa, Yuu nie znał szczegółów i wcale nie chciał znać, miał nadzieję że nic im się nie stanie, miał złe przeczucia, ale nie mówił tego głośno.
.trzy tygodnie później.
- Satoru, musisz jeździć tak szybko..? ilekroć jadę z tobą samochodem mam wrażenie że zaraz zginę... - jęknął Aoi z tylnego siedzenia jak zawsze przed skokiem ładując pistolety.
- staram się wyprzedzić życie, ale jakoś nie daje rady. - odrzekł Gackt.
- czy ty zawsze musisz marudzić, młody? - żachnął się Hideki.
- dajże mu wreszcie spokój. - powiedział kierowca nieco podniesionym głosem.
- dobra, dobra...
weszli do kasyna, które było ich celem. w środku mężczyźni byli uzbrojeni. strzelanina rozpoczęła się niemal od razu. Aoi strzelał obiema rękami chcąc jak najszybciej pozbyć się zagrożenia i odejść stamtąd. nagle poczuł ból w klatce piersiowej, poczuł że upada. próbował wstać, ale nie dał rady, pierwszą myślą po osunięciu się na ziemię było 'byle Satoru nic się nie stało...' głosy wokół zaczynały cichnąć, nie wiedział czy cichły naprawdę czy to z nim coś się działo, obraz przed oczami zamazywał się i wyostrzał na przemian. w końcu strzelanina naprawdę dobiegła końca.
- Yuu... Yuu... - poczuł że ktoś wziął go na ręce, to chyba był Satoru, przynajmniej taką miał nadzieje.
- S-Satoru... to ty..?
- Cicho, nic nie mów... strasznie krwawisz... - tak, to był Satoru.
Aoi starał się nie zemdleć, leżał na tylnym siedzeniu suzuki i czół jak szybko jedzie Satoru.
- rozwalisz auto... - jęknął trzymając się za krwawiący brzuch.
- cicho, Yuu, cicho...
Gdy wrócili do domu, Satoru bezsilnie usiłował zatamować krwawienie.
- trzy pociski... co za łajza Cię tak urządziła... - mruczał do siebie odrzucając kolejny całkiem zakrwawiony ręcznik.
- Satoru... uh... daj już spokój...
- nie mam zamiaru, nie odzywaj się, nie masz tu nic do gadania... cholera ile krwi...
po długiej walce Satoru zdołał w końcu zatamować krwawienie i opatrzyć rany.
- ...i jak się czujesz..? - zapytał czarnowłosego z troską.
- boli... a poza tym dobrze... dziękuje...
- nie wyglądasz dobrze, straciłeś strasznie dużo krwi. - kontynuował.
- nic mi nie będzie...
- nie bądź taki twardy. pewnie jesteś na mnie wściekły że kazałem Ci tam iść, hm?
- no co ty... skąd mogłeś wiedzieć... Satoru?
- hm..?
- kochasz mnie..?
- kocham Cię, słonko.
Tagi: aoi gackt
17.05.2010 o godz. 16:33

"Kai, pomóż mi..." cz.1
postaci pierwszoplanowe: Kai, Aoi
postaci drugoplanowe: Mama Kai, Ojciec Aoiego.
Tanabe, gdzieś znowu był? – zapytała matka, gdy chłopak wszedł do domu.
- Byłem... z Yuu, w parku.
- Kto to jest ten Yuu? Ciągle z nim wychodzisz, właściwie nie widziałam nigdy byś wychodził z kimś innym.
- Yuu jest moim przyjacielem, to chyba normalne że z nim wychodzę? – chłopak nie bardzo wiedział o co chodzi matce.
- On jest z twojej klasy?
- Nie, z pierwszej liceum.
- To nie trochę za stary?
- Mamo, ja mam piętnaście lat! On ma siedemnaście, czy to jest coś nienormalnego?!
- Tak, widziałam go kilka razy, ten chłopak jest dziwny.
- Co masz na myśli...? – Tanabe powoli tracił cierpliwość
- Jak on wygląda? Chudy jakby nic nie jadł od roku! Te obcisłe ciuszki, w kobiecych kolorach. I jak on się rusza!? Tanabe, wolałabym abyś miał normalnych kolegów.
- On jest normalny! Mamo, o co ty się czepiasz?!
- Nie krzycz na mnie! I żądam od ciebie, abyś się opamiętał i nie zadawał z takimi odpicowanymi gejami!
- Ty chyba naprawdę jesteś taka głupia, na jaką wyglądasz! – krzyknął, po czym wbiegł do pokoju i zatrzasnął drzwi. Doskonale wiedział że Yuu, nie jest stereotypowym siedemnastolatkiem, ale właśnie dla tego tak bardzo go lubił, oczywiście nie tylko dla tego, Yuu był naprawdę wyjątkowym i wspaniałym człowiekiem. Włączył komputer, bez zdziwienia odczytał wiadomości od Yuu brzmiały one mniej więcej tak ‘Kaiuś! Czytałeś kto u nas zagra?! Człowieku! Jak to zobaczysz to zdechniesz!’ Tanabe nie mógł się doczekać, by odkryć z czego tak się cieszy jego kumpel, sprawdził w nacie jakie koncerty szykują się w Mie, Yuu miał racje chłopak spadł z wrażenia ze stołka: X-Japan, a nie cały miesiąc później Luna Sea! Kai niezmiernie szczęśliwy tego wieczora położył się spać, nie mogąc doczekać się koncertów. Następnego dnia po lekcjach spotkał się z Aoim:
- stary! To jest najbardziej najfajowniejsza informacja w moim życiu! – Aoi pękał z radości, X-Japan to była jego najukochańsza grupa.
- No, ja też nie mogę uwierzyć! Moje kochane Luna Sea w Mie! Po prostu odjazd! Mega odjazd!
- Eh... – Aoi nagle spoważniał, a może posmutniał – ale ja i tak nie pójdę...
- Czemu?
- Bo nie mam kasy na bilet...
- A rodzice ci nie dadzą?
- Niestety nie... – usiadł na ławce i spuścił głowę.
- Ja ci mogę pożyczyć, mój ojciec da mi tyle kasy o ile poproszę!
- Kłopot w tym, że oni mnie nawet nie wypuszczą z domu, na jakiś koncert...
- Czemu? Nic nie rozumiem.
- Nie ważne, nie zawracaj sobie głowy. – Aoi uśmiechnął się niepewnie.
- Pamiętaj, że na mnie możesz polegać.
- Wiem, wiem Kai... dzięki.
- Kurde, ciemno się robi. jakoś wcześnie dzisiaj...
- No troszkę... to co zwijamy się?
- No chyba pora do domku... odprowadzę cię – zaproponował
- Nie musisz się fatygować...
- Daj spokój co to dla mnie za fatyga – zaśmiał się – e... wiesz że, moja matka Cię nie lubi..? mówi że jesteś odpicowanym gejem...
- O... fajnie wiedzieć.
- Według mnie jesteś najlepszym przyjacielem na świecie.
- Dziękuję, ale uwierz że się mylisz.
- Oho, twój dom, no to do jutra, kończysz tak jak zawsze?
- Tak. – obdarzył go ciepłym uśmiechem – dobranoc, Kai.
Kai już chciał odejść, gdy chłopak wszedł do domu i zamknął drzwi. Jednak ze środka zaczęły gwałtownie dobiegać dzikie krzyki i wrzaski furii. Kai wszedł do ogrodu i chowając się skulony za krzakiem, obserwował co się dzieje w środku. Mężczyzna, najpewniej ojciec Yuu, wrzeszczał na niego, chłopak wyglądał na przerażonego, próbował coś powiedzieć, ale krzyki ojca skutecznie go zagłuszały. Gdy po raz kolejny próbował dojść do głosu, mężczyzna zamachnął się gwałtownie i uderzył go. Kai prawie krzyknął. Aoiego odrzuciło do tyłu, przylegał teraz plecami do ściany, z nosa ciekła mu cienka stróżka krwi. Ojciec uderzył go jeszcze kilkakrotnie, potem w drzwiach stanęła reszta rodziny, rodzeństwo i matka Aoi’ego, coś powiedziała, ojciec jeszcze raz uderzył chłopaka i wyszedł za nimi. Kai wydostał się z ogrodu i puścił biegiem do domu.
- siadaj szybko, kolacja na stole. – powiedziała matka gdy wszedł
- yhm... czy jeżeli byście o czymś się dowiedzieli, przez przypadek, o czym ktoś wam nie powiedział, co byście zrobili?
- Co masz na myśli? – zdziwił się ojciec, opuszczając pałeczki na talerz
- Nie ważne... dziękuję, nie jestem głodny. – odstawił talerz i zamknął się w pokoju.
Położył się na łóżku, ukrył twarz w poduszce i zapłakał cicho. Yuu mu najwyraźniej nie ufał, nie powiedział mu, że ojciec go bije, nic mu nigdy nie mówił o rodzinie. Nie miał pojęci co zrobić, aby jego przyjaciel, nie musiał tego przeżywać, czół się okropnie bezradny, było to tak nieznośne i uporczywe poczucie, że był pewny iż za chwilę oszaleje. Z tą maksymalnie przygnębiającą wiadomością pulsującą w głowie zasnął, błagając by to wszystko okazało się snem.
- co ci się stało? – zapytał następnego dnia po szkole, wskazując na rozciętą wargę przyjaciela.
- to e... wywróciłem się w łazience.
- aha... no to uważaj trochę.
– powiedział, i czół narastającą w nim furię, Aoi kłamał w żywe oczy.
- no, będę... pytałeś rodziców o koncert?
- nie, zapomniałem... a ty?
- ja też zapomniałem.
- Ale mnie na pewno puszczą, wiedzą że Luna Sea to mój ulubiony zespół.
- Każdy to wie, kto żyje w twoim otoczeniu, Kai.
- No może i fakt... – Tanabe zaśmiał się radośnie. - Ej, Aoi, moja ciocia ma stadninę koni, niedaleko Mie, może byś pojechał ze mną na weekend?
- Ja się boje koni. – oświadczył stanowczo.
- A-aha... no chyba że tak... ale czemu? Co w nich strasznego.
- Nie mnie się pytaj... po prostu się boje... co poradzę.
- Wiesz co... ty dziwny jesteś, sorry że to mówię, ale naprawdę im dłużej cię znam, tym dziwniejszy mi się wydajesz.
- Skoro tak uważasz...
- Hmm... zagrasz mi coś? – zapytał i spojrzał na niego przelotnie.
- No mogę... a co chcesz...? – usiadł na ławce, wyciągając starego, bardzo zużytego czarnego akustyka.
- Nie wiem, grasz tak ślicznie, że nie ma znaczenia co...
- Nie pochlebiaj mi, jestem marny... – zaczął grać jakiś spokojny i miły dla ucha kawałek X-Japan. Kai nie wiedział dlaczego, ale czół że zaraz się rozpłacze, obraz Aoi’ego z gitarą i spokojną lecz skupioną twarzą, był według niego przepiękny, ale dzisiaj coś było inaczej... a może zawsze było, tylko tego nie dostrzegał? Tak, to prawda, dopiero teraz dotarło do niego, ile razy Aoi chodził pobity... praktycznie nieustannie, nigdy nie miał na nic pieniędzy, bardzo często był przygnębiony... czasami Kai miał wrażenie, że jego przyjaciel nawet płakał przed ich spotkaniami.
- słuchasz mnie? – zapytał Aoi
- oczywiście że słucham... ciebie zawsze.
- Hmm... – Aoi dalej grał.
- A może pojedziemy w sobotę na plaże?
- Na plaże...? nad morze? – przestał szarpać struny i spojrzał na niego podejrzliwie.
- No nie, w góry, geniuszu. Jasne że nad morze.
- No nie wiem czy będę mógł...
- Na pewno, przecież to tylko kilka kilometrów! A poza tym, przecież w sobotę nie ma co robić w domu.
- Może masz rację... zobaczymy.
- Aoi...
- Co...?
- Nie, nic... nie ważne.
- No powiedz.
- Nie, serio nic takiego.
Miał zamiar zacząć mówić o przemocy i patologii, ale stwierdził, że spłoszyłby Yuu i nic by to nie dało.
- ej Kai... ja... kurde... no nie wiem...
- co? Coś nie gra?
- No bo... chodzi o to że... u mnie w domu...
Tanabe poczuł że oblewa go zimny pot, Aoi sam chciał się do tego przyznać? Postanowił słuchać.
- no... mam pewien problem z rodzicami... bo...
- Aoi. – Kai położył mu palec na ustach – cicho. Ja wiem. Wczoraj widziałem.
- W-widziałeś jak mój ojciec...? o boże... za kogo ty mnie teraz masz... – Aoi zaczął niebezpiecznie drżeć.
- Co ty wygadujesz... przecież to nie twoja wina że ojciec... – zamilkł. bo zobaczył, jak łza spływa po policzku chłopaka i skapuje na gitarę. – Aoi... nie płacz... – przytulił go.
- Jezu... ja się boje mojego ojca... Kai... ja się boje wrócić do domu... – szlochał chłopak
- No już... nie płacz, proszę cię... – pogłaskał jego gładkie czarne włosy.
– możesz przenocować u mnie jeśli chcesz...
- jesteś niesamowity....
- no, tylko nie płacz już, dobrze?
Tagi: aoi Kai
17.05.2010 o godz. 16:27

kurde, chciałam do Agaty na dmówke iść a tu pczywiście przyszło pismo ze szkoły o złym zachowaniu i wszystkie plany diabli wzięli. kuuurnaa.
słucham sobie D - 7th Rose
Tagi: D
14.05.2010 o godz. 18:21

dzisiaj foty Many-samy. ^ ^
14b.jpg
5.jpg
966180981_l.jpg
EGLexample1-1.jpg
mana61.jpg
Mana.jpg
manasama3.jpg
Tagi: Mana
12.05.2010 o godz. 20:58

KUR*A!
moi starzy są nieogarnięci.
te debile nie sdają sobie zprawy z tego co mówią trziwedząc że nie pojadę do Warszawy na DESPÓW.
pojebało ich czy co? no przecież to jest ********!!!!!! nie no, zaraz zaczne w nich rzucać czymś.
aha i lista zespołów, zawsze chciałam to napisać ale to zbyt trudne:
1. Dir En Gery, D'espairsRay
2. the GazettE, Moi dix Mois
3. X-Japan, Malice MIzer
4. Girugamesh, Acid Black Cherry
5. Matenrou Opera, 9GOADS BLACK OUT
6. Luna Sea, Miyavi
7. L'Arc En Ciel, Versailles
8. Gackt, Nega
9. BLOOD, Alice Nine
10. ALSDEAD, LM.C
tak naprawdę to nie jestem pewna wogóle tej kolejności ale wypisywałam w takiej kolejności w jakij mi wpadło do łba... :D
12.05.2010 o godz. 17:19

ale mam faze na Hyde... totalny odjeb! po prostu się w nim zakochałam!
i tak oto pan Hiideto znalazł się na drugim miejscu tabeli popularności w mojej głowie.
1. Aoi
2. Hyde
3. Gackt na równi z Maną
4. Shinya
5. Karyu
6. Yoshiki
7. Miyavi
8. Teruki
9. Aiji
10. Yasu
tak naprawdę to chyba tylko trzy pierwsze pozycje są zgodnie z prawdą a reszta jak leci ale co tam :P

hyde57uh4.jpg
Tagi: Hyde
12.05.2010 o godz. 14:05

"pierwsza miłość nigdy nie zwiędnie" cz.2
postaci pierwszoplanowe: Aoi
postaci drugoplanowe: Gackt, Hyde, Ruki, Kamijo
Aoi wrócił z Ameryki, gdzie poleciał by nagrać płytę, dzień wcześniej. Nie powiedział nic Gacktowi, postanowił zrobić mu niespodziankę, kupił ulubione wino partnera i zadowolony wrócił do domu. Cicho wszedł do przedpokoju, gdy zdjął buty po plecach przeleciał mu dreszcz, ponieważ usłyszał jęki z salonu, stanął w drzwiach; zobaczył Gackta oraz leżącego pod nim Kamijo z Versailles, kompletnie nagich i całujących się namiętnie.
- S-satoru..! – wyrzucił tylko z siebie, do oczu napłynęły mu łzy.
Tamten uniósł wzrok przez chwilę jakby nie wierzył co widzi, potem gwałtownie poderwał się do góry chwytając spodnie.
- to nie tak jak myślisz Yuu, wszystko Ci wyjaśnię... – zaczął naciągając na siebie spodnie.
- Nie chcę niczego słuchać, ja wyjeżdżam a ty... ty... – Aoi pobiegł do swojego pokoju, trzęsącymi się rękami zaczął pakować rzeczy do walizki, początkowo starał się je jakoś układać, ale był tak zdenerwowany że w końcu wszystko wrzucił do niej byle jak.
- Yuu, poczekaj... ja Cie kocham... – Gackt złapał zapłakanego czarnowłosego za rękę gdy tamten opuszczał dom.
- Zostaw mnie! Jego sobie kochaj... – wskazał na wyraźnie zawstydzonego, już ubranego Kamijo i wyszedł trzaskając drzwiami.
Wsiadł do samochodu i odjechał, nie wiedział dokąd, ale miał nadzieję że bardzo daleko od swoich nieudanych związków... nie rozumiał dlaczego Satoru mu to zrobił... nic kompletnie nie rozumiał. Chciał zniknąć z powierzchni ziemi, albo odetchnąć głęboko i stać się jej częścią... byle nie byś sobą, byle nie być Yuu.
- cholera, dlaczego wszyscy mnie zostawiają?! – wrzasnął waląc pięścią w kierownicę. Jechał szybko, o wiele za szybko jak na tak późną godzinę i tak ciemną drogę daleko poza granicami wielkiej aglomeracji tokijskiej, pomiędzy jakimiś polami golfowymi.
Nie zauważył też gdy nagle niewiadomo skąd wychynął wielki tir, nie zdążył nawet zamrugać gdy poczuł mocne uderzenie...
Pik... pik...
- co z nim panie doktorze? Wyjdzie z tego? – zapytał trzęsącymi się głosem Ruki.
- No cóż... – lekarz spuścił głowę.
Aoi leżał nieprzytomny, z zabandażowaną głową, kołnierzem ortopedycznym, połamanymi żebrami i maską tlenową na twarzy. Był w okropnym stanie. Tego samochód został praktycznie zgnieciony przez tira, cudem uszedł z życiem.
Do szpitala przyjechali Ruki, który potajemnie podkochiwał się w Aoim, Gackt, oraz... Hyde.
Nie odezwali się do siebie ani słowem, byli poniekąd wrogami, pomimo iż żaden nie powiedział tego głośno.
Hyde patrzał na chłopaka i żałował że nigdy nie przeprosił go za cierpienie mu wyrządzone. Mimo iż nigdy, nawet sam przed sobą się do tego nie przyznał, wiedział doskonale że to właśnie jego Aoi kochał najbardziej i że żeniąc się zniszczył mu życie... teraz, sam w to nie wierzył, ale wolałby nie mieć żony...
Gackt wyrzucał sobie jakim jest idiotą, jak śmiał w ogóle go zdradzić... tak tego żałował, ale czy prawdziwie? Czy tylko dlatego że Yuu umierał? Może gdyby nie ten wypadek nigdy nie zrozumiałby jaką paskudą gnidą okazał się wobec niego... niestety...
Ruki kochał go całym sercem, nigdy mu tego nie powiedział i, no cóż, pewnie już nie powie, ale świata poza nim nie widział, było mu strasznie przykro gdy widział Aoiego z Gactem w mieście, w metrze, gdziekolwiek... ale teraz wolałby tysiąc jeszcze razy obejrzeć go w towarzystwie Okabe niż w tej właśnie sytuacji...
Każdy z nich odliczał sekundy i minuty, atmosfera gęstniała z chwilą...
Zamyślenie przerwał ciągły sygnał oznaczający że...
Gackt wyszedł, Ruki zaczął płakać a Hyde uklęknął przy łóżku opierając o nie głowę, również płacząc.
Trzech mężczyzn którzy dotąd darzyli się jedynie nienawiścią byli teraz jednością, połączyły ich łzy przelane nad martwym ciałem kochanka.
Czasem trzeba stracić bardzo dużo, by zyskać tak niewiele.
Ale czy ktoś naprawdę coś zyskał?
Co to dało że Yuu Shiroyama był po prostu martwy.
A zabiła go jego własna miłość i to jak bardzo pragnął być szczęśliwy...
THE END
Tagi: aoi gackt hyde ruki
10.05.2010 o godz. 17:36

"pierwsza miłość nigdy nie zwiędnie" cz.1
postaci pierwszoplanowe: Aoi, Gackt
postaci drugo planowe: Hyde, Ruki, Kai
Rok 1999.
- Hyde... och Hyde... – czarnowłosy lizał i całował szyję swojego partnera, podgryzał ją co jakiś czas rozkoszując się cichym westchnieniem zadowolenia. – kocham Cie Hyde...
- Yuu... dzisiaj... Yuu... YUU!
Chłopak przestał całować szyję blondyna, spojrzał na niego pytająco.
- Yuu... musze Ci coś powiedzieć... ty... to znaczy ja...Yuu ja się zaręczyłem. – wyrzucił z siebie odwracając wzrok od czarnych kocich oczu Shiroyamy.
- C...co? żartujesz..?
- Nie, ona jest wspaniałą osobą, zamierzam wziąć ślub... – powiedział a jego ton nakazał czarnowłosemu uwierzyć.
- Nie możesz mi tego zrobić! Hyde nie możesz mnie zostawić! Ja Cie kocham... myślałem... miałem nadzieję że ty także coś do mnie czujesz... – Yuu płakał, łzy spływały po jego bladych policzkach.
- Przepraszam Yuu... możemy być przyjaciółmi...
- Nie, nie, nie! Jeżeli nie możemy być razem... to zapomnijmy o swoim istnieniu... za bardzo Cię kocham...
- Jesteś jeszcze taki młody... nasz związek... jestem od Ciebie dziesięć lat starszy! To i tak nie miało sensu... – zaczął tamten kręcąc głową
- Hyde błagam... błagam nie mów takich rzeczy... nie zostawiaj mnie samego w tym okropnym świecie... – zaczął szlochać, z całkowitej bezradności.
- Żegnaj, Yuu... – Hyde odszedł a Yuu Shiroyama został sam.
Całkowicie sam w tym wielkim świecie, pomimo iż obiecał zapomnieć i więcej nie myśleć o Hyde ciągle miał przed oczami jego twarz. Taką... jedyną taką twarz na świecie… nie spał, nie jadł, nie wychodził z domu, nie umiał się na niczym skupić, czół się tak, jakby ktoś uciął mu ręce i kazał namalować arcydzieło. Nie wychodził z domu przez długie tygodnie, pozbawiony chęci życia, która na co dzień nie postrzegana, a jednak tak potrzebna by istnieć...
Wtedy poznał pewną osobę, i pojawiła się nikła szansa na to, że jego życie będzie miało kolejny, nieco weselszy rozdział...
- Satoru…
- Yuu, muszę Ci się do czegoś przyznać, ja... ja jestem Gacktem.
- Tym Gacktem...? – spojrzał na niego pytająco.
- Tak, tym. – odpowiedział platynowy.
- Uh... – spuścił głowę, Hyde też był gwiazdą rocka...
- Co się stało, Yuu...? – Gackt objął go ramieniem.
- Mój... poprzedni chłopak... moja największa miłość... to był Hyde z L’Arc~En~Ciel... i... on... zaręczył się z kobietą... – wydusił przygryzając wargę.
- Boisz się, że ja też będę chciał założyć rodzinę...? – zapytał cicho przechylając głowę by lepiej mu się przyjrzeć.
- Właśnie...
Ale nie założył, byli razem i byli szczęśliwi. Zdarzały się im drobne sprzeczki, o trasy, o koncerty... ale Yuu rozumiał że jego chłopak po postu ma taką pracę. I kochał go. A to było najważniejsze.
Mieszkali razem, kochali się... niemalże wszystko robili razem, Yuu był bardzo wdzięczny swojemu partnerowi, ponieważ był z nim w najtrudniejszych chwilach jego życia, pocieszał go gdy Hyde brał ślub, pomagał mu wybaczyć tamtemu...
Rok 2005.
- Aoi! Chodź szybko! Zaraz mamy samolot! – krzyknął Kai z miejsca kontroli celniczej na lotnisku, machając do niego ręką.
- Ide! – wtulił się w Gackta – pa, skarbie... będę tęsknił...
- No już, idź, idź... tak też będę tęsknił i kocham Cię... pa kotku... – wyszeptał mu do ucha Satoru.
Yuu szybko pobiegł do bramki celnej po drodze jeszcze odwracając się za siebie by zobaczyć lekko uśmiachniętą twarz chłopaka.
- ej, Aoi, od dawna jesteś z Gacktem...? – zapytał już w samolocie Ruki, jakimś dziwnym tonem.
- Um... sześć lat... – odpowiedział patrząc w okno.
Ruki już nic nie powiedział, zajmując się na powrót swoją MP3.
Aoi myślał o Gackcie, niedawno wściekał się że tamten za dużo czasu poświęca pracy, a teraz robił dokładnie to samo, czół się z tym podle, ale z drugiej strony kochał tworzyć muzykę i prezentować ją ludziom na całym świecie. Zamknął oczy i przywołał obraz ukochanego, wszystko było jak najbardziej w porządku.
* * *
po powrocie z trasy Aoi jak nigdy cieszył się z ponownego spotkania z Satoru, stęsknił się za smakiem jego ust, za jego zapachem, za dłońmi chłopaka na swoim ciele...
Gackt pchnął czarnowłosego na łóżko i usiadł na nim okrakiem, obaj mieli na sobie tylko spodnie i byli niezwykle spragnieni seksu. Aoi objął kolanami jego biodra i przyciągnął tak by tamten się na nim położył, zarzucił mu dłonie na szyję i zaczął całować namiętnie wpychając język do jego ust. Gackt nie pozostawał mu dłużny zawzięcie próbując dobrać się do szyi chłopaka. Aoi po chwili zajął się walką z zapięciem spodni partnera co tamten wykorzystał by zmolestować porządnie jego szyję.
- co ty masz za głupie spodnie... – mruknął a zaraz potem wydał z siebie zduszony jęk gdy poczuł jak Okabe gryzie go w ucho. W końcu uporał się ze spodniami swojego seme i szybko mu je zsunął, zaraz potem zręcznym ruchem zdejmując swoje. Gackt odwrócił go na brzuch i zaczął lizać jego kręgosłup, Aoi był coraz bardziej podniecony, krew w żyłach pulsowała rytmicznie. Krzyknął z rozkoszy gdy Gackt wszedł w niego brutalnie i bez ostrzeżenia. Zacisnął dłoń na pościeli a Gackt pogłębił stosunek i zaczynając poruszać się rytmicznie, by zaraz potem dojść. Obaj jęknęli przeciągle, tego im było trzeba. Aoi czół że zabrudził spermą całą pościel ale jakoś niezbyt mu to przeszkadzało, nie teraz...
po wszystkim Gackt opadł zmęczony na łóżko obok uke. Tamten patrzał nieobecnym wzrokiem w okno.
- myślisz o Hyde...? – bardziej stwierdził niż zapytał, uprzejmie nadając zdaniu charakter pytania.
- Przepraszam Satoru... – mruknął.
- Ty go nadal kochasz... – odrzekł dziwnym tonem.
- Nie, to nie tak... – zaprzeczył gwałtownie i przytulił się do niego – tylko Ciebie kocham, Satoru... – powiedział nie całkiem zgodnie z prawdą.
Kogo on właściwie kochał..?
Tagi: gackt aoi
09.05.2010 o godz. 11:55
Shiro-san
Erotic Drama...
Skąd: Tokio, Japan
O mnie: kocham Aoiego z the GazettE i najczęściej piszę o nim. właściwie pisze TYLKO o nim. uwielbiam japońską muzykę, mangi, anime i japońskie filmy i oczywiście yaoi.
statystyki
  • Czas na Bloblo: 0 dni 7 godzin 21 minut
  • Napisanych notek: 14
  • Komentował: 2 razy
  • Zebranych komentarzy: 10
  • Ostatni wpis: 30.06.10, 20:19
  • Wpis średnio co:
  • Profil odwiedzono: 16276 razy
  • Ilość avatarów: 15
  • Ilość zdjęć: 13
  • Ilość filmów: 1
  • Ilość logowań: 15
  • Ostatnie logowanie: 30.08.10, 18:00
  • Ostatnio odwiedzili: CosmicLove, cathedralofadmirer, oscurochica, polik999, Rukia, blairwaldorf, San, Reila, LITALI, Lord